poniedziałek, 23 listopada 2009

Z tęsknoty za wspólnotą (II)



Kilka dobrych wspomnień.

źródło: www.wspolnotablogoslawienstw.pl

wtorek, 17 listopada 2009

Co dalej ze Wspólnotą Błogosławieństw?

Przed dwoma laty pisałem o niespodziewanych wydarzeniach na linii Wspólnota Błogosławieństw - Watykan. Oczekiwane ostateczne zatwierdzenie statutów nie dokonało się, zostały zgłoszone różnorodne wątpliwości, które doprowadziły do przedłużenia czasu ad experimentum dotychczasowych statutów. Przy czym przedłużenie to miało charakter jedynie formalny - Wspólnota miała podjąć pracę nad nowymi statutami i nową formą życia, czy raczej jej właściwym umiejscowieniu w kanonach prawa kościelnego. Ponieważ spotykałem się z pytaniami o dalsze losy Wspólnoty - spisuję tu kilka faktów z rozmów i lektur.

Zostało ustalone, że Kapituła dokonująca zasadniczych zmian musi się odbyć przed końcem listopada roku 2009. I rzeczywiście jej termin zaplanowano na 20-31 października. Praktycznie miała ona zakończyć istnienie (w sensie prawnym) dotychczasowej Wspólnoty Błogosławieństw i stać się spotkaniem erygującym istnienie Wspólnoty na nowych zasadach - z podziałem na instytuty konsekrowane i wspólnotę świeckich. Wiele wskazywało, że powstanie struktura bardzo skomplikowana, której wcielenie w życie będzie trudne i wywoła wiele zamieszania w szeregach Wspólnoty. Zresztą zamieszanie wywołały już niespodziewane zastrzeżenia Kongregacji ds. życia konsekrowanego, która przez pierwsze pięć lat okresu ad experimentum nie wyrażała wątpliwości co do istniejącej formy życia, łączącej wszystkie stany Kościoła pod jednym "wspólnotowym dachem". Oczywiście dzisiaj lepiej widać błędy jakie popełniali przede wszystkim ordynariusze opiekujący się Wspólnotą nie przestrzegając jej, że zderzenie z konkretnymi zapisami prawa kanonicznego jest nieuniknione. Pozostawiano Wspólnotę w błogiej nieświadomości.

Ostatnie dwa lata były więc dla Wspólnoty Błogosławieństw czasem wytężonej pracy kapłanów, osób konsekrowanych i rodzin mającej na celu wypracowanie nie do końca chcianych zmian. Powszechne były obawy, że wszystko zmierza do rozpadu Wspólnoty i faktycznego jej końca. Mimo tego wybrano drogę całkowitego posłuszeństwa wobec zaleceń Rzymu (w osobach kardynałów Ryłko i Rode). Dyskusje wewnątrz Wspólnoty nie cichły krążąc wobec nierozstrzygalnych w świetle charyzmatu pytań, czy Wspólnota ma się stać całkowicie laicka i w ten sposób zachować swoją pierwotną jedność, czy może raczej ma upodobnić się do instytutów życia konsekrowanego przybierając formę pierwszego, drugiego i trzeciego zakonu - tracąc jednak jedność stanów życia, tak zasadniczo charakterystyczną dla charyzmatu.

Tuż przed Kapitułą doczekaliśmy się kolejnego zwrotu w wydarzeniach. Oto biskup opiekun Wspólnoty o.Robert Le Gall i Moderator generalny o. Francois Xavier zostali zaproszeni do Rzymu na ostatnie konsultacje z kardynałami Ryłko i Rode. Decyzje były zupełnie nowe, zmieniające sens spotkania Kapituły. Poproszono o pozostawienie dotychczasowych władz Wspólnoty, co było planowane, a jedynie poszerzenie grona Rady generalnej dla lepszej reprezentacji, a także rezygnację z wprowadzania nowych statutów. Droga jaka została wyznaczona ma być obecnie delikatnym wcielaniem zarządzeń Rzymu (jednoznacznego określenia tożsamości poszczególnych stanów wedle prawa kościelnego) bez ingerencji w zasady istnienia zawarte w statutach. Poza tym co istotne odblokowane zostały zaangażowania, a także przywrócono możliwość fundowania nowych domów. Wspólnota odetchnęła. Złagodzenie stanowiska przez dykasterie ds. świeckich i konsekrowanych należy traktować jako rzeczywistą troskę Kościoła o los Wspólnoty Błogosławieństw. W praktyce oznacza to także, że Wspólnota pozostaje na prawie papieskim pod juryzdykcją Papieskiej Rady do spraw Świeckich jednocześnie wprowadzając w życie postanowienia kapituły, które przygotują wspólnotę do erygowania przyszłej wspólnoty wspólnot różnych stanów zachowujących doświadczenie jedności życia. Trudno tłumaczyć te posunięcia inaczej jak przekonaniem Kościoła o tym, że droga podjęta przed trzydziestu kilku laty przez Brata Efraima jest cenna i warta pielęgnowania.

Jakie będą dalsze konsekwencje podjętych niedawno decyzji zobaczymy wkrótce.

źródło: www.wspolnotablogoslawienstw.pl

Dzieło jedności - anglikanie

Artykuł ukazał się w Tygodniku Idziemy (46)2009


Dla wielu ostatnia decyzja papieża Benedykta XVI o konieczności utworzenia specjalnych ordynariatów dla nawracających się na katolicyzm anglikanów była szokująca. Szczególnie modny wśród krytyków Kościoła szwajcarski teolog Hans Kung stwierdził, że papież zachowuje się jak pirat i wyławia ryby z nie swojego jeziora. Trzeba jednak zapytać, czy papież nie jest rybakiem wszystkich ludzi wedle powołania jakie św. Piotr otrzymał od Chrystusa?

Szczególnie łatwo w takim kontekście przywoływać dobrze znane medialne wyobrażenia, które lubią przeciwstawiać pontyfikat Jana Pawła II, pontyfikatowi Benedykta XVI. Ten pierwszy opisywać jako ekumeniczny, drugi jako niechętny współczesności, integrystyczny, przeciwny uwspółcześnianiu.

Warto porzucić te obrazy i sięgnąć do źródeł. Prześledzenie pontyfikatu Jana Pawła II w perspektywie jego kontaktów ze Wspólnota anglikańską pokazuje, że dzisiejsza sytuacja jest wynikiem konsekwentnej katolickiej postawy papieża z Polski, a nie tylko „antyekumenicznym uporem” Benedykta.

Za fundament papieskiej postawy wobec anglikanizmu możemy uznać pragnienie by trwający dialog doprowadził „do dnia pełnego przywrócenia jedności w wierze i miłości”. Równocześnie papież zachęcał Wspólnotę anglikańską do poważnego i realistycznego traktowania dialogu: „Jako Następca Piotra jestem w szczególny sposób odpowiedzialny za wiarę i jedność Kościoła i dlatego wzywam moich braci i siostry ze Wspólnoty anglikańskiej, aby zastanowili się nad motywami i zasadniczością stanowisk, jakie zajmowałem sprawując mój Urząd Nauczycielski. Nasze obopólne pragnienie wypełnienia woli Chrystusa z pewnością doprowadzi nas do zgodnego rozumienia Jego zamysłu co do każdego istotnego aspektu konstytucji Kościoła”. Skąd te słowa, w których słychać ton wymagającego pasterza Kościoła u papieża, któremu często pamięta się ciepłe i koncyliacyjne wypowiedzi?

Kolejne Wspólne Deklaracje jakie pojawiały się na drodze dialogu katolicko-anglikańskiego operujące serdecznymi określeniami mówiącymi o „wdzięczności Bogu za osiągnięty postęp”, o oparciu relacji pomiędzy Kościołem i Wspólnotą na „Ewangelii i dawnych wspólnych tradycjach”, o „kamieniach milowych” w ustaleniach teologicznych nie mogły przysłonić narastających trudności. Dawne problemy nie znajdywały ostatecznego rozwiązania, nowe pojawiały z coraz większą siłą. Momentem szczególnie dotkliwym dla dialogu okazała się decyzja anglikanów z początku lat dziewięćdziesiątych (1992) o nadawaniu święceń kapłańskich kobietom. Akt ten stanął w oczywistej sprzeczności z całą tradycją chrześcijańską, a z pewnością z tradycją katolicką, za której część w znacznej mierze uważali się anglikanie. Kolejne Deklaracje wspominają coraz wyraźniej, że pojawiła się poważna przeszkoda dla całego procesu pojednania anglikańsko-katolickego”.

W rzeczywistości problemy ekumeniczne były tylko odblaskiem postępującego rozłamu, a nawet rozpadu wewnątrz samego anglikanizmu. W krótkim czasie najbliższy katolicyzmowi, obok prawosławia, odłam chrześcijański zaczął dryfować w stronę zsekularyzowanego i bezforemnego ruchu podobnego do innych protestanckich Wspólnot państwowych istniejących choćby w Skandynawii. Znaczna część tzw. anglo-katolików zaczęła czuć się w ramach Kościoła w Anglii nie w swoim domu. Perspektywy pojednania z Rzymem całego Kościoła w Anglii stały się całkowicie nierealne także wobec anglikańskiej afirmacji duchownych przyznających się do praktyk homoseksualnych. W ten sposób wspólnoty o nastawieniu prokatolickim znalazły się w obcym środowisku, a z czasem poza strukturami kościelnymi anglikanizmu. Tak stało się choćby z Tradycyjną Wspólnotą Anglikańską.

W takiej właśnie sytuacji Benedykt XVI podjął decyzję o otwarciu możliwości tworzenia niezależnych ordynariatów. Inna decyzja oznaczałaby pozostawienie znacznej grupy wiernych skłonnych do pełnej akceptacji wiary Kościoła w religijnym niebycie z groźbą dryfu w niewiadoma stronę. Papież, w geście tak bliskim Janowi Pawłowi II, rozwarł w ich kierunku ramiona.

Słuszność mają Ci, którzy uważają, że pewna metoda prowadzenia dialogu ekumenicznego zakończyła się fiaskiem. Równocześnie tysiące nawróceń jakich możemy się spodziewać w najbliższym czasie jest niewątpliwie dużym sukcesem papiestwa. Trudno nie zauważyć, że dokonało się to czego pragnął Jan Paweł II – odzyskana zostanie wkrótce jedność z tymi którzy tego naprawdę pragną, a taki przecież powinien być autentyczny cel ekumenizmu. Można odnieść wrażenie, że zbyt często dialog ekumeniczny pozostaje sztuką dla sztuki, sposobem nieinwazyjnego współistnienia różnych wspólnot wyznaniowych. Kiedy jednak dialog kończy się jednością odzywają krzyki oburzonych. Nie wiadomo jednak, jak inaczej wyobrażają oni sobie proroctwo o czasach kiedy nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz, jak przez dopełnienie tej nadziei na pojednanie, którego fragmencik będziemy mieli szanse wkrótce oglądać.

piątek, 13 listopada 2009

Nowy numer "Wyspy"

W najnowszym numerze "Wyspy" dość krytyczna recenzja książki Przemysława Czaplińskiego "Polska do wymiany" mojego autorstwa.

Poniżej wklejam notkę wydawcy.

W czwartek 5 listopada, na Targach Książki w Krakowie, miała miejsce premiera najnowszego numeru „Kwartalnika Literackiego Wyspa”. Jest to nr 3/2009, a kolejny numer 11. Wydawcą – od początku istnienia czasopisma - jest Biblioteka Analiz.

W dziale prozy zamieszono fragment najnowszej powieści Andrzeja Stasiuka „Taksim”, „fragment większej całości” Wojciecha Chmielewskiego zatytułowany „Śmierć z widokiem na ogród”, tekst pierwszego redaktora naczelnego „Wyspy” Marka Ławrynowicza „Bohater literacki”, a także teksty Jacka Dehnela i Elżbiety Wojnarowskiej. W części zawierającej utwory poetyckie zamieszono wiersze Johna Aushbery’ego, Wojciecha Bonowicza, Miry Kuś, Adama Lizakowskiego i Joanny Mueller.

Zeszyt zawiera także esej Justyny Aleksandry Sikorskiej „Bezprawie człowieka we współczesnej sztuce degeneracji” oraz dwa wywiady: z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem rozmawiał Krzysztof Masłoń, a z Tadeuszem Dąbrowskim – Adrian Sinkowski. Zamieszczono też fragment „Dziennika” Tadeusza Sobolewskiego zatytułowany bardzo adekwatnie do tytułu pisma, bo właśnie „Wyspa”. Jest też reportaż Weroniki Mliczewskiej, a w dziale „Nowe nazwiska” zamieszczono utwory Macieja Staneckiego, Tomasza Fendryka, Patryka Szaji, Szymona Szwarca i Dominiki Dymińskiej. Poza tym w stałych rubrykach są felietony Jerzego Górzańskiego i Piotra Wojciechowskiego, recenzje, kronika i kronika regionalna.

W tym numerze „Wyspy” zamieszczono galerię grafik Krzysztofa Figielskiego, o którego twórczości napisała Małgorzata Karolina Piekarska.

Publikacja została zrealizowana dzięki wsparciu finansowemu ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Dlaczego Kościół w Polsce potrzebuje Wspólnoty Błogosławieństw?

Chcę zapisać kilka uwag na temat, który szeroko zarysowałem w tytule tekstu. Noszę w sobie chęć dania jakiegoś głosu w tej sprawie co najmniej od wizyty w Polsce na rekolekcjach Fraterni i przyjaciół Wspólnoty, siostry Therese (prowincjała Francji-Północ). Właściwie chodzi o pytanie jakie potrzeby duchowe są w dzisiejszym polskim Kościele niezaspokojone i na które z nich Wspólnota mogłaby odpowiedzieć.
Polska jest bardzo konkretną rzeczywistością w wymiarze kościelnym i religijnym, posiadającym swoją specyfikę, tożsamość, ale także różnorodność, której nie da się ująć w kilku prostych formułach, zarysowanych grupą kreską. Wielu znakomitych publicystów (choćby Gowin, czy Milcarek) w ostatnim dwudziestoleciu podejmowało próby budowania "mapy" polskiego katolicyzmu. Jednak dynamiczność zmian Kościoła w Polsce, a także wielowątkowość jego aktywności i tradycji sprawiły, że żaden z tych "modeli-map" nie przetrwał zbyt długo i nie sprawdził się całościowo. Raczej był snopem światła na daną konfigurację odnoszącą się do określonego "tu i teraz". Nie znaczy to oczywiście, że trzeba te próby i sformułowania porzucić. Dla naszego problemu potrzeba raczej innego ujęcia. Myślę, że kwestie duchowego zaangażowania wiernych w życie wiarą zawsze idą nieco w poprzek tendencji, które są interesujące dla publicystyki szukającej jednak zwykle takich czy innych punktów zaczepienia o charakterze społecznym i ideowym.

To co, moim zdaniem jest nam potrzebne na samym początku to świadomość, że Kościół polski ze swoimi potrzebami i sytuacją społeczną, historyczną i duchową znajduje się w zupełnie innym miejscu niż Kościół we Francji, z którego wywodzi się Wspólnota Błogosławieństw. Dlatego też zupełnie inne będą potrzeby wspólnoty wierzących nad Wisłą, niż nad Sekwaną, Loarą czy Rodanem. Pierwszym krokiem dla Wspólnoty powinno być rozpoznanie Polskiej sytuacji - wydaje się bowiem, że analogie z sytuacją francuską nie zaprowadzą do trafnych rozwiązań. Nie trzeba rozwijać wątku całkowitej odmienności losów Kościoła w obu krajach od końca wieku XVIII czyli tzw. Wielkiej Rewolucji. Kościół w Polsce łagodnie przeszedł przez wiele trudności tego okresu i zachował równocześnie szeroki rezerwuar pobożności i sił instytucjonalnych, który w innych miejscach Europy jest właściwie całkowicie opróżniony. Masowość katolicyzmu w Polsce nie jest więc jego słabością, ale siłą. Symbolika religijna wciąż ożywia mentalność szerokich rzesz wiernych. Jeśli weźmiemy pod uwagę najnowsze badania polskiej religijności okaże się, że zachowuje ona trwałość i fundament do pracy duszpasterskiej w całym okresie po 1989 roku. Oznacza to, że w znacznej mierze Kościół pomimo słabości, o których jeszcze przyjdzie wspomnieć zachował swoich wiernych w wierze. Oczywiście możemy w nieprzewidywalnej przyszłości szukać jakiś skrajnych objawów masowej dechrystianizacji także w Polsce, jednak nie wydaje się, by nastąpiło to w najbliższym pięćdziesięcioleciu. Nasza perspektywa jest inna. Jeśli pozwolimy sobie na założenie, że oczekujemy domu Wspólnoty, z Bożą pomocą, w ciągu 4-5 lat to potrzeba nam i Wspólnocie planu na taki właśnie okres. Czy za dziesięć lat w Polsce wszystko się zmieni - mało prawdopodobne.

Może to pewna banalizacja, ale najogólniej potrzeby Kościoła we Francji, z naszej polskiej perspektywy, moglibyśmy opisać pytaniem "Jak zapełnić kościoły?", jak przyciągnąć młodych, jak odsłonić przed ludźmi oblicze Kościoła, jako żywej Wspólnoty. Bardzo trafnie i boleśnie ujęła to siostra Therese. Dla niej zasadniczym pytaniem duszpasterskim nie jest opowiedzenie ludziom "jak się mają zbawić", ale "co to jest zbawienie?". Oznacza to konieczność dotarcia do najszerszego grona ludzi, którym można by skutecznie głosić Dobrą Nowinę. Stopień dechrystianizacji obrazuje przykład zasłyszany kiedyś przeze mnie i moją żonę we Francji we Wspólnocie Chemin Neuf o rodowitym Francuzie, który w wieku pięćdziesięciu lat nigdy nie słyszał imienia Jezus. Moment, w którym żyjemy w Polsce jest inny - nie musimy i nie będziemy musieli w perspektywie kilku dekad zapełniać kościołów ani reanimować struktur parafialnych, nie musimy zmagać się z antykościelną tożsamością państwa polskiego (pod tym względem jest lepiej niż w czasach PRL, ale także w porównaniu z trudnościami lat 90.), duszpasterstwo "mas" jest rozwinięte, również to młodzieżowe w postaci zlotów, zjazdów (oczywiście są spore zróżnicowania pomiędzy diecezjami i prawdopodobnie mój punkt widzenia jest bardzo wielkomiejski - warszawski, krakowski, poznański, gdański, etc). Istnieją liczne okazje zbiorowego przeżywania naszej religijności dla ludzi w różnym wieku. Nawet rozmowa ze znajomym księdzem prowadzącym lekcję religii opowiadającym o gimnazjalistach, którzy od pierwszej komunii pozostawali poza praktykami religijnymi, a teraz przychodzą na katechezę, wydaje się pocieszająca. Otrzymują okazję formacji, która nie będzie zmarnowana całkowicie nawet jeśli napotka zwyczajne trudności na drodze dorastania psychoduchowego. W Polsce nawet dla ludzi dalekich od Kościoła katolicyzm nie jest daleki (niezależnie od tego w jaki sposób się do niego odnoszą).

Czy jest wobec tego tak wspaniale? Nie. Nigdy nie jest wspaniale. Można powiedzieć nawet, że Kościół znajduje się w permanentnym kryzysie od zarania swojego istnienia. Powyższe uwagi oznaczają tylko, że nie stoimy wobec pytania "co to jest zbawienie?". Kościół w Polsce działa jak sprawna, dobrze naoliwona maszyna, owszem czasem się zacina, czasem działa bezdusznie, nie zawsze odpowiednio reaguje na procesy laicyzacyjne, które w rożnych obszarach się pojawiają. Oczywiście nie powinno być lekceważenia tych problemów, ale pomijając to Kościół, w znacznej mierze solidnie wypełnia swoją misję, sprawuje sakramenty, stara się budzić powołania, umacniać sprawiedliwe prawodawstwo, pobudzać do istnienia różne formy duszpasterstwa i aktywności wiernych. A jednak jego zasadniczym problemem jest brak przewodnictwa duchowego i życia kontemplacyjnego. Duchowości nie brakuje, żeby wymienić tylko żyjących w XX wieku, św Faustynę, Jana Pawła II (a oni nie są przecież jedyni). Zadaniem dla Wspólnoty w Polsce byłoby poprowadzenie życia duchowego tych, którzy pragną głębiej, którzy potrzebują indywidualnego prowadzenia. Poprzez piękno liturgii, wrażliwość na którą jest moim zdaniem, obok praktyki spowiedzi jest "papierkiem lakmusowym" życia duchowego, Wspólnota może gromadzić tych, który potrzebują "stałego pokarmu". Widziałbym także Wspólnotę jako miejsce ujawniające "Królestwo Boże, które jest w nas", jako źródło doświadczenia życia braterskiego dla świeckich i kapłanów. Tego może najbardziej brakuje polskiemu Kościołowi. Tego on potrzebuje. Tutaj chyba najwięcej traci i cierpi. Być może możliwości i nadzieje są znacznie szersze i obejmują nie tylko "apostolstwo dusz", ale także misję szerszego apostolatu, budowania ognisk, fraterni, wydawnictw etc. Wejście w Polską specyfikę wymagałoby zachowania jednak charyzmatu, który byłby podobny do powiewu Bożego. pozostaja pytania o specyfikę tego domu wspólnotowego, o jego wejście w polski kontekst, pewną odrębność, która pozwoliłaby o jego istnieniu powiedzieć, że nie jest prostą "implantacją".

Ta garść uwag zrodziła się dość spontanicznie, ale równocześnie dojrzewała od czasu rekolekcji w Białce Tatrzańskiej, kiedy to s. Therese zaprosiła nas do refleksji nad rolą i miejscem Wspólnoty w Polsce. Powyższe akapity nie są żadnego rodzaju "magisterium", ale zaledwie "rysem", zaproszeniem do dalszej refleksji. Powstały dzięki długim wymianom myśli z braćmi i siostrami z Fraternii, ale są zaledwie wycinkiem obszerniejszej całości.

We wszystkim jednak pragnę powierzyć się Bogu, jemu oddaję Wspólnotę Błogosławieństw i Fraternię, także przyszłą fundacje domu w Polsce.

źródło:
www.wspolnotablogoslawienstw.pl

środa, 4 listopada 2009

Pobożni czy zabobonni?

Tekst ten ukazał się w "Tygodniku Idziemy" jako odpowiedź na tekst mojego kolegi i współpracownika z Centrum Myśli Jana Pawła II - Jacka Kaniewskiego

Jak do tej pory w dziale „Dziedzictwo Jana Pawła II” nie zdarzyła się polemika. Jednak temat Dni Modlitw o Pokój w Asyżu podjęty w zeszłym tygodniu przez Jacka Kaniewskiego wciąż budzi emocje w Kościele i wymaga wyjaśnień. Chociaż autor artykułu „Ten sam Bóg?” podkreślił kontrowersyjność wydarzenia sprzed dwudziestu trzech lat jednak nie do końca można zrozumieć na czym ta kontrowersja polega. Nie chodzi tylko o zestawienie klasycznej formuły katolickiej mówiącej, że „poza Kościołem nie ma zbawienia”, z jakąś formą upomnienia dokonaną przez Jana Pawła II wobec tych, którzy rygorystycznie traktują tradycję Kościoła. Istotą problemu jest wartość innych religii wobec jedyności Objawienia, którego pełnia znajduje się w Kościele. Tego problemu Jackowi Kaniewskiemu nie udało się właściwie naświetlić – zbyt łatwo sprowadził problem do pewnego rodzaju moralnego szantażu, który zawsze łatwo jest sformułować: „Jan Paweł przypomniał w Asyżu, że katolicy nie zawsze byli wierni Jezusowi Chrystusowi”. Cóż, wiedzę tę Kościół posiada nie od dziś, posiadał ją także przed wiekami, pisali o tym już Ojcowie Kościoła. Nie zmienia to jednak istoty zasadniczego problemu – jaka jest wartość innych religii i modlitwy ich wyznawców.

Kaniewski pisze: „Dzięki siłom, jakie Bóg złożył w człowieku przez Stworzenie, wspieranym nadprzyrodzona łaską działającą w tajemniczy sposób (nie tylko w ludziach ochrzczonych), każdy człowiek szczerze pragnący dobra i prawdy spotyka się w swoim sercu z Bogiem żywym […].” Klasyczna interpretacja nauki o Stworzeniu mówi, że człowiek nie nosi w sobie, żadnych zadatków łaski, albowiem „łaska jest darmo dana”, a warunkiem jej otrzymania jest chrzest i zanurzenie w Kościele. Inna interpretacja będzie mówiła, że są w człowieku „pragnienia serca”, które niejako stanowią element łaskę przyciągający.

Widzimy jak w świetle tych dwóch spojrzeń proponowane nam będą różne interpretacje wydarzenia w Asyżu. Jeśli łaska przychodzi przez chrzest to będziemy widzieć go jako element konieczny dla modlitwy - „intymnego kontaktu z osobowym Bogiem” (tak formułuje to Jacek Kaniewski). Jeśli jednak łaska Boża wykwita już w sercu człowieka i można być anonimowych chrześcijaninem pozostając animistą sprawa wygląda zgoła inaczej. To bardzo ważne pytanie, czy inne religie modlą się do tego samego Boga co katolicy, czy nawet inni chrześcijanie? Szczególnie, że praktyki animistyczne więcej mają wspólnego z obrzędowością magiczną niż modlitwą taką jakiej uczy wiara w Chrystusa. Podobny problem będzie dotyczył buddyzmu. Nie wystarczy transcendencja – trzeba zapytać jaka transcendencja? Pomiędzy Bogiem Stwórcą i medytacyjną nicością jest zasadnicza różnica.

Problematyczność spotkań w Asyżu wyraził sam Jan Paweł II mówiąc, że chodzi o to by „być razem, aby się modlić, nie zaś modlić się razem”, a także, że „forma i treść naszych modlitw są bardzo różne i nie ma mowy o tym, by je sprowadzać do wspólnego mianownika”. Jak odnaleźć więc uniwersalną motywację papieskiej inicjatywy. Kardynał Ratzinger pisał, że jest to „krzyk o zlikwidowanie podziałów między nami”. Podkreślał równocześnie, że nie może to być zwykła praktyka Kościoła. W dobie kiedy pierwszych komentarzy teologicznych do wydarzeń kościelnych dostarczają nam media i to one tworzą swego rodzaju „magisterium”, konieczna jest ostrożność. Tą właśnie drogą Asyż stał się dla wielu symbolem relatywizmu religijnego – dla jednych jako kamień obrazy, dla innych jako długo oczekiwany znak „unowocześnienia Kościoła”. Interpretacje te oczywiście są fałszywe.

Wróćmy do Pisma Świętego. Św. Paweł na ateńskim Areopagu wypowiedział pamiętne zdanie: „Mężowie ateńscy […] widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni.” (Dz 17,22). Dziś potoczna interpretacja tej wypowiedzi wskazuje na jedność doświadczenia religijnego, które Paweł chciał wykorzystać dla dzieła ewangelizacji. Tak jakby mówił – „wy Ateńczycy jesteś bardzo pobożni, tylko brakuje Wam poznać prawdziwego Boga”. Jednak wielce prawdopodobna jest inna interpretacja wedle której Paweł nie mówi o „pobożności”, ale o „zabobonności” ateńczyków (jak wiele zależy od tłumacza!) – co zresztą współgra z innym fragmentem Dziejów Apostolskich gdzie czytamy: „Paweł burzył się wewnętrznie na widok miasta pełnego bożków.”(Dz 17,16). Pozostaje pytanie co mamy czynić dziś, jaką droga ma podążać katolik, czy ma zrezygnować ze swojej odrębności, czy ma machnąć ręką i ogłosić światu, że to „wszystko jedno”, czy Jezus jest Kyrios (Panem), czy może ma iść pod rękę z Mahometem, Buddą i duchami drzew.

piątek, 16 października 2009

Mk 10, 35-45

(MK 10, 35-45)

Chyba utarło się patrzeć na tę scenę biblijną z perspektywy oburzenia zachowaniem synów Zebedeusza - Jakuba i Jana. Oto dwóch Apostołów domaga się dla siebie, w nieumiarkowany sposób, zaszczytów - chwały w Królestwie Chrystusa. Czy nie czujemy się lepiej kiedy możemy w duchu pomyśleć sobie o Apostołach - "mnie to nie dotyczy", "jak oni mogli być tak nierozumni" i tym podobne rzeczy.
Jednak jedno uważne spojrzenie na zdanie: "Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej stronie" może zmienić naszą perspektywę. Prośba ta bowiem wyraża dobre pragnienia - czy chrześcijanin nie pragnie tego samego? Być przy Jezusie w Królestwie Boga? Najbliżej jak to możliwe. Jezus nie upomina obu braci, ale pokazuje im drogę - nakierowuje ich serca, by odtąd nie błądzili, ale dobrze rozumieli swoje pragnienia.
To jest moment kiedy i ja zaczynam rozumieć, że jestem "bratem" Jana i Jakuba... Rzecz nie w negowaniu pragnień serca, ale też nie w bezrozumnych poszukiwaniach ich wypełnienia na bezdrożach życia. Jezus pokazuje drogę - "kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich"

Reżyserska wersja komentarza, który ukazał się w Gościu Niedzielnym

środa, 14 października 2009

Christianitas 41/41 – prezentacja w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski

W sobotę 10 października w siedzibie sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski odbyła się prezentacja nowego, specjalnego numeru „Christianitas” nr 41/42. W całości stanowi go książka Pawła Milcarka „Historia Mszy. Przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej”. Prezentacja połączona została z dyskusją panelową, zapowiadaną wcześniej przez dziennik „Rzeczpospolita”. Publiczność dopisała, prezentacja zgromadziła kilkudziesięciu miłośników liturgii. Książka wzbudziła bardzo duże zainteresowanie i wydaje się, stanie się ona ważnym elementem debaty liturgicznej w naszym kraju. Mamy nadzieję, że wpłynie ona także na jakość liturgii sprawowanej w naszych kościołach.

W dyskusji wzięli udział: autor książki – Paweł Milcarek, wieloletni redaktor naczelny pisma „Christianitas”, ks. Maciej Zachara, marianin, znakomity liturgista, znany także z popularyzacji problematyki liturgicznych na łamach miesięcznika „Oremus”, a także ks. Piotr Grzywaczewski, wykładowca liturgii i ceremoniarz w diecezji Płockiej, od dwóch lat sprawujący także liturgię w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Ks. Piotr zastąpił nieobecnego z powodu choroby o. Tomasza Grabowskiego, dominikanina, dyrektora krakowskiego Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Rozmowę prowadził Michał Barcikowski z redakcji „Christianitas”.

Słowo wstępne do dalszych dyskusji wygłosił Paweł Milcarek, który zarysował okoliczności powstania „Historii Mszy”, jako rozbudowanej wersji przygotowywanego przed laty dossier, zbioru materiałów do szczegółowych opracowań monograficznych poszczególnych kwestii dotyczących dziejów liturgii. Ks. Maciej Zachara opowiadał o konieczności zmiany perspektywy w spojrzeniu zarówno na starą jak i nową liturgię Kościoła. Proponował odrzucenie stereotypowych perspektyw przeciwstawiających sobie dwie formy rytu rzymskiego, a także oddzielenie orzeczeń Soboru Watykańskiego II od konkretnej realizacji reformy liturgicznej, której obecna postać nie jest w świetle Konstytucji o Liturgii jedyną możliwą postacią. Ks. Piotr Grzywaczewski podzielił się ze słuchaczami swoim doświadczeniem odprawiania mszy tradycyjnej, której piękna nie miał jednak szansy odkryć w seminarium, gdzie wykształcenie liturgiczne opierało się w dużej mierze na negacji wartości dawnych form.

Najistotniejszymi wnioskami z dyskusji panelowej było przekonanie o konieczność oczekiwania na recepcję „Summorum Pontificum” i dojrzewanie Nowego Ruchu Liturgicznego. Przyszłość dwóch rytów na razie jest dla wszystkich tajemnicą, a ramy ich koegzystencji wyznacza motu proporio. Potrzeba jednak także mentalnej i edukacyjnej zmiany, która pozwoli na pokojowe współistnienie obu form rytu rzymskiego, tak by mogły się one, wedle słów Benedykta XVI, wzajemnie wzbogacać. Dotyczy to szczególnie przywracania szacunku dla liturgii tradycyjnej, która jest dyskryminowana w formacji liturgicznej Kościoła.

Spotkanie zwieńczyły rozmowy w kulisach. Można też było nabyć po promocyjnej cenie książkę będącą pretekstem tego spotkania. W planach kolejne prezentacje, o których redakcja z pewnością poinformuje. Wkrótce nowy numer Christianitas 41/42 zawierający „Historię Mszy” będzie dostępny w sieci księgarni Empik.

[tr]

poniedziałek, 5 października 2009

Christianitas 41/42 - Historia Mszy

Serdecznie zapraszamy na spotkanie promocyjne najnowszego, specjalnego numeru "Christianitas" - książki Pawła Milcarka pt. Historia mszy: przewodnik po dziejach liturgii rzymskiej, podczas którego wraz z ks. Maciejem Zacharą, o. Tomaszem Grabowskim OP i Pawłem Milcarkiem będziemy dyskutować o dziejach posoborowej reformy rytu rzymskiego.


Spotkanie odbędzie się 10 października (sobota) o godzinie 12.00 w sali plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6.

Maciej Zachara MIC
- marianin, uzyskał doktorat z liturgiki na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anselma w Rzymie, Ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym MIC, wykładowca liturgiki w Wyższym Seminarium Duchownym MIC i w nowicjacie MIC, członek Komisji Liturgicznej Zgromadzenia, regularnie publikuje w "Oremus", wydał "Msza Święta. Liturgiczne ABC" (Warszawa 2006).

o. Tomasz Grabowski OP - dominikanin, ur. 1978. Dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Doktorant studiów w zakresie teologii w PAT w Krakowie. Publikował w "Teofilu", "W drodze", "Liście" oraz na witrynie internetowej Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Z zamiłowania historyk średniowiecznego rytu dominikańskiego.

Paweł Milcarek - ur. 1966, redaktor naczelny II Programu Polskiego Radia. Jest aktywnym uczestnikiem starań o przywrócenie dostępu do tradycyjnej liturgii łacińskiej w Kościele katolickim. Był polskim przedstawicielem Centre International d'Etudes Liturgiques, stowarzyszenia powołanego dla inicjowania i prezentowania badań poświęconych klasycznemu rytowi rzymskiemu. W 1999 współzakładał dwumiesięcznik "Christianitas". W 2001 był uczestnikiem zamkniętych Dni Liturgicznych w klasztorze benedyktyńskim w Fontgombault (Francja) z udziałem kard. Josepha Ratzingera. Artykuły publikował w: "Christianitas","Rzeczpospolitej", "Niedzieli", "Ozonie", "Przewodniku Katolickim".Współautor serii podręczników historii do gimnazjum "Przez tysiąclecia i wieki" (WSiP, 2002-2004). W 2008 wydał "Od istoty do istnienia. Tworzenie się metafizyki egzystencjalnej wewnątrz łacińskiej tradycji filozofii chrześcijańskiej".

Dla życia Kościoła jest dramatycznie konieczne odnowienie świadomości liturgicznej, która ponownie uzna jedność historii liturgii i przyjmie Sobór Watykański II nie jako wyłom, ale moment ewolucyjny. Jestem przekonany, że kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej części od rozkładu liturgii… Dlatego potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II.

(kard. Joseph Ratzinger – Benedykt XVI)

piątek, 25 września 2009

Afryka, Europa, inkulturacja

Papież Jan Paweł II odwiedził we wrześniu Afrykę dwukrotnie. Miało to miejsce w roku 1990 i 1995. Poza tym łącznie Jan Paweł II nawiedził ten kontynent 11 razy. To dużo, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że każda z tych podróży objęła na raz kilka krajów. Jednak o Afryce wiele nie wiemy, równie niewiele potrafimy powiedzieć o afrykańskim Kościele. Szczególnie u nas w Polsce, to odległa perspektywa znana większości z nas z opowieści misjonarzy. Podobnie nie zdajemy sobie sprawy, że Afryka jest szczególnym miejscem dla Kościoła, poświęcono jej ważną adhortację, a niektóre cechy kultury afrykańskiej Jan Paweł II darzył wyraźnym szacunkiem.

Wymienia je dokument Ecclesia in Africa: głęboki zmysł religijny mieszkańców Afryki, poczucie sacrum, świadomość istnienia Boga Stwórcy i świata duchowego, głęboka świadomość rzeczywistości grzechu w jego postaciach indywidualnych i społecznych, a także potrzeba aktów oczyszczenia i zadośćuczynienia, jako odpowiedzi na zło, uznanie fundamentalnej roli rodziny, wiara, że zmarli żyją nadal co jest przedsmakiem wiary w Świętych Obcowanie, szacunek dla życia, które się poczyna i rodzi, ale też dla tego życia, które naturalnie zmierza ku końcowi. Papież dodaje jeszcze wyostrzony zmysł solidarności i życia wspólnotowego (EinA,nr 42).

Oczywiście możemy się zastanawiać nad poszczególnymi wymienionymi dobrami, nad ich rzeczywistym odwzorowaniem w życiu kontynentu i jego ludów. Wobec kolejnych fal przemocy jakich doświadcza Afryka można mieć uzasadnione wątpliwości czy wartości wymienione w adhortacji rzeczywiście są utrwalone w mentalności Afrykańczyków, a jeśli tak - to czy przynoszą dobre owoce. Można także odnieść wrażenie, że ta lista pozytywów jest jakimś odbiciem braków naszej współczesnej europejskiej kultury. Pokazuje nam to dobrze, że Kościół swoje kulturowe wartości zakorzenia w Europie, nawet wtedy, kiedy stara się wydobyć pozytywne elementy kultur odmiennych.

Nie jest to żadna przygana w stronę Kościoła. Po prostu przeszedł on niezwykle długą drogę doświadczeń i pracy intelektualnej będąc zakorzenionym w Starym Kontynencie. Można, jak sądzę, zasadnie twierdzić, że żadna inna kultura poza europejską nie przeszła przez tak wiele faz krytycznych, przez tak wiele momentów, kiedy na nowo starano się przemyśleć naturę świata, człowieka, Boga. Kościół towarzyszył tym wszystkim poszukiwaniom, czasem jako motor rozwojowy, czasem jako zajadły krytyk, czasem na drodze asymilacji pojawiających się propozycji kulturowych. Działo się tak dlatego, że jak pisze papież synteza kultury i wiary jest potrzebna nie tylko kulturze, ale również wierze [...], wiara, która nie staje się kulturą, nie jest wiarą w pełni przyjętą, głęboko przemyślaną (EinA, nr 78). To jednak oznacza trudności zarówno dla Afryki, jak i Kościoła. Czy bowiem Kościół ma głosić Chrystusa zachowując tkankę miejscowej kultury możliwie nienaruszoną, czy ma przychodzić z całym bagażem kulturowym swojej europejskiej historii, który jest bagażem często nie do udźwignięcia dla innych kultur. Trudności te dobrze pokazują dzieje wojen i upadku wielu postkolonialnych państw w Afryce.

W pierwszym przypadku pomijamy chrześcijańskie wezwanie do przemyślenia kultury w świetle wiary chrześcijańskiej, która to wiara zawsze dogłębnie przemienia zastane fundamenty kultury. W drugim przypadku zamiast głosicielami Dobrej Nowiny możemy stać się dla Afrykańczyków złowrogim cieniem epoki kolonialnej wtłaczającej zastaną cywilizację w niechciane przez nią ramy. Nasza wrażliwość wskazywałaby mimo wszystko i przede wszystkim na głoszenie Chrystusa w duchu multikulturalizmu ze wskazaniem na jedyność objawienia wobec wielość kultur. Jednak to nie rozwiązuje problemu, ponieważ Chrystus jest zrozumiały dzięki określonej tradycji - poczynając od pojęć opisujących podstawowe i niezmienne prawdy wiary, przechodząc przez dwa tysiące lat teologicznej refleksji, a kończąc na bogactwie pobożności, w której wiara jest zakorzeniona i właściwie rozumiana.

Sytuacji nie ułatwia nieprzyjacielskie zwarcie pomiędzy Kościołem, a innymi nurtami kultury, którego jesteśmy świadkami w Europie. W ten sposób przechodzimy do innego pytania papieskiego: która kultura jest kulturą europejską? Dla Afryki ta wewnętrzna dezintegracja Starego Kontynentu jest prawdopodobnie zupełnie niezrozumiała, a przecież w wielu miejscach dotyka ona samego Kościoła.

W ten sposób dochodzimy do wniosku, że zmagania o kształt inkulturacji są także elementem zmagań o kształt kultury źródłowej dla wiary katolickiej. Formą katolicyzmu jest pewna postać kultury europejskiej, czy nam się to podoba czy nie.

Wersja reżyserska artykułu

Tekst ukazał się w 38 numerze Tygodnika Idziemy
Jest także dostępny także na stronie Centrum Myśli Jan Pawła II