piątek, 30 maja 2008

Bądź zimny, bądź gorący

Wczoraj razem z Ewą byliśmy w Radiu Józef. To znaczy można było posłuchać audycji z naszym udziałem, sama audycja był nagrana dzień wcześniej. Stało się to dzięki zaproszeniu Pawła Wdówika, który prowadzi wieczorny program (od 22.10) "Bądź zimny, bądź gorący". W audycji tej można usłyszeć świadectwa ludzi, którzy przez swoje życie starają się iść nie oddalając się od Pana Boga - prawdziwie poznawalnego w wierze katolickiej. Paweł uznał, że coś ciekawego możemy powiedzieć. Było to dla nas o tyle zaskakujące, że znamy się z nim od niedawna i zastanawialiśmy skąd miał tę pewność, że coś z nas wydusi, że powiemy coś co można będzie wyemitować. Jeszcze większe było nasze zdziwienie, że po audycji rozdzwoniły się telefony, zaczęły nadchodzić smsy, że dobrze zrobiliśmy opowiadając o swoim chrześcijańskim życiu. To była opowieść o całym naszym życiu, najpierw osobno - od dzieciństwa, a potem już razem w narzeczeństwie i małżeństwie. Wątkiem przewodnim miała być rozmowa o Maryji (to była jakaś niezwykła intuicja Pawła - nie wiedział, że początek naszej wspólnej drogi silnie naznaczyło zawierzenie Matce i że ona stała się, przynajmniej dla mnie droga do Jezusa ukrytego w Eucharystii i tam szczególnie adorowanego), ale Maryja, tak jak ona to potrafi, usunęła się na bok, zostawiła miejsce Panu Bogu. Ostatecznie temat Matki Bożej stał się klamrą, który na początku i na końcu spiął opowieść, którą snuliśmy. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie opowiedzieli trochę o Wspólnocie Błogosławieństw, o jej szczególnym liturgicznym, eucharystycznym i adoracyjnym charyzmacie, czy wreszcie o pokoju i jedność jakie są jej rysem.
Po tej audycji nasuwa się, nieomal siłą konieczności, pytanie - dlaczego Bóg stawia przed człowiekiem zadanie mówienia o Prawdzie zawartej w wierze. Rozsądnie rzecz biorąc, ze swoimi niedostatkami, ba nędzami, człowiek nie może udźwignąć z siebie samego tego zadania, a jednak jest powoływany... Mam wrażenie, że chodzi także o to by przypominać również samemu sobie własne momenty exitus, momenty wyjścia z Egiptu. Jak wieczór Seder jest tym czasem, gdy żydzi wspominają wyjście z ziemi niewoli do Ziemi Obiecanej, tak świadectwo (martyrologium) jest osobistym przypominaniem cudów sprawionych przez Opatrzność w życiu chrześcijanina. Nie jest to jakieś indywidualistyczne, zupełnie odrębne mówienie tylko dla siebie. Przecież to najpierw jest mówienie dla tych, którzy słuchają - często proszą o świadectwo, a potem dopiero staje się mówieniem dla nas samych. A mimo to byłoby to w dalszym ciągu bezcelowe, gdyby świadectwo nie zostało wszczepione w świadectwo Jezusa, Boga z nami, Boga prawdziwego, który przyjął ludzkie ciało i pozostał z nami w Kościele w ciele chleba eucharystycznego, który na ołtarzy staje się Jego Ciałem - wiecznie aktualną Ofiarą i Pożywieniem.

Jeśli audycja pojawi sie w archiwum radiowym zaraz pospieszę umieścić do niej linka.

0 komentarze: