poniedziałek, 20 października 2008

Restauracja Państwa Bożego

Dopiero co upamiętnialiśmy 30 rocznicę wyboru kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Dzień wyboru polskiego duchownego na namiestnika Chrystusa z pewnością był wydarzeniem dziejowym, a przynajmniej ważnym historycznie. Na pewno też warto poświęcać dla przypominania jego sensu nieco społecznych sił. Te siły się znajdują przy każdej papieskiej rocznicy i dotyczy to nie tylko wierzących.

To co głównie przypominamy to różne, przeważnie prywatne cnoty papieża wskazujące na jego osobistą świętość. Z drugiej strony widzimy w nim wielkiego budowniczego etosu Solidarności, który dla wielu z nas wydaje się być jedynym rzeczywistym fundamentem, założycielską opowieścią nowoczesnej tożsamości narodu polskiego. Inaczej rzecz ujmując mamy do czynienia z ujęciem, które widzi w Janie Pawle II – Ojca Założyciela lub króla umiłowanej, wolnej Rzeczpospolitej. Zresztą sam papież dał sposobność do takiego myślenia przywołując w polskim Sejmie znaną sentencję: „Wiwat Król, Wiwat Naród, Wiwat wszystkie stany!”.

Jeśli jednak chwała Ojca Założyciela odwołuje nas tylko do historii politycznej i roli jaką odegrali w swoim czasie twórcy Stanów Zjednoczonych Ameryki, to tytuł królewski sytuuje nas zarówno w tym co doczesne jak i duchowe. Monarchowie europejskiej Christianitas byli przecież bożymi pomazańcami, a ich rola dotyczyła nie tylko bieżących strategii politycznych, ale także zbawienia poddanych.

Gdy czytałem ostatnio psalmy z czwartego tygodnia brewiarza z wielką siłą narzuciły mi się dwa króciutkie fragmenty mówiące o ingerencji Boga w polityczny byt Izraela. W psalmie 136 czytamy: „On pobił wielkich królów,(...) On uśmiercił królów potężnych, (...) A ziemię ich dał na własność, (...) na własność swemu słudze Izrealowi”. Zaś psalm 144 mówi: „Ty królom dajesz zwycięstwo”. Słowa te kazały postawić sobie pytanie: jeśli chwała Pańska zawsze szła przed wojskiem Izraela, a przecież Kościół przez Osobę Chrystusa jest nowym Izraelem, to co stało się z jego polityczną formą, czy Bóg już nie walczy za sprawiedliwych? Czy te psalmy są dla nas jedynie zachętą do walki wewnętrznej i duchowej?

W znacznej mierze odpowiedź na to pytanie znalazłem czytając rocznicowy numer papieski Tygodnika Powszechnego. Sangro Magister watykanista włoskiego pisma „L'Espresso”, którego tekst pod wymownym tytułem Święta wojna i pokój, przetłumaczył ks. Adam Boniecki, wypowiedział bardzo prosto to o czym zapominamy. A zapominamy ponieważ nie mieści się w ramach polskiego myślenia kołaczącego się pomiędzy jednostką, a narodem, traktującego Kościół jako pewnego rodzaju dodatek – polski folklor na europejskim tle. „Jan Paweł II przywrócił chrześcijanom – i nie tylko im – zdolność mówienia na arenie publicznej językiem, który wywodzi się z ducha chrześcijaństwa. Pokazał chrześcijanom i światu, że Kościół jest historyczną i publiczną formą „państwa Bożego”, odpowiedzialnego na swój sposób za wszystkich ludzi wezwanych do tego, by stali się obywatelami.”

Rzeczywiście Jan Paweł II stał się odnowicielem politycznej formy Kościoła, jako jednego z naturalnych aspektów jego wieczno-doczesego istnienia. Choć Christianitas przeminęła trudno oprzeć się wrażeniu, że papież z Polski był dla wielu władcą ponad rządzącymi, i że to doświadczenie dotyczy wielu miejsc świata – nie tylko katolickiego. Nikt publicznie nie mógł zlekceważyć tego przedstawiciela „państwa Bożego”, co przytrafiało się choćby Pawłowi VI, czy Piusowi XII. Stało się to w czasach kiedy, jak pisze Magister „posoborowa zapaść znajdowała się w najcięższym stadium” a równocześnie „dyskutowało się o odrodzeniu chrześcijaństwa, o rzeczywistości ziemskiej pozytywnie zsekularyzowanej, o świecie, który stał się >dojrzały<, a w który Kościół miałby się zanurzyć(...). Niewidzialność była cnotą tamtego czasu. Ta kultura katolicka nie zdawała sobie sprawy, że sama się skazuje, powtarzając cudzą lekcję i cudze hasła: mobilizacja, utopia rewolucja. Katolicki intelekt zapomniał o sobie, o własnej wizji świata, o zdolności do rywalizacji i do krytycznej postawy wobec dominujących świeckich kultur. (...)papież rozwalił ten senny obraz”. Ten zapomniany aspekt pontyfikatu, ta restauracja Państwa Bożego może nas wiele nauczyć. Być może równie wiele jak przykład cnót osobistych i patriotycznych papieża. Choć Jan Paweł II będąc synem Vaticanum Secundum niewiele mówił o własnej odpowiedzialności przed Bogiem za swoje działania polityczne, to należał to tych z papieży, a szerzej chrześcijan którzy mieli świadomość, że prymat tego co duchowe nakłada szczególną odpowiedzialność za sprawy doczesne w tym polityczne. Ponieważ nie ma separacji pomiędzy tymi aspektami rzeczywistości Kościół nie może zostawić spraw politycznych w rękach księcia tego świata. [Reżyserska wersja komentarza, który w nieco krótszej formie został opublikowany na stronie Teologii Politycznej. Tekst ze strony Teologii czytaj tutaj ]

0 komentarze: