piątek, 28 listopada 2008

Lewicowa uzurpacja

Przy lekturze „Żywiny” Rafała Ziemkiewicza najbardziej zastanowiła mnie nie sama treść powieści, ale jej didaskalia. Na ostatniej stronie okładki znaleźć można kilka krótkich opinii na temat książki, w tym jedną autorstwa czołowego polskiego krytyka literackiego Przemysława Czaplińskiego. Dla jasności przytoczmy ją tu w całości: „Żywina to powieść o bezradności i bezsilności. Opowiada o władzy skorumpowanej już na poziomie gminnym, o społeczeństwie wybierającym najgorszych populistów, o buncie krępowanym przez układy. Wyalienowana władza, nieuświadomiony lud, niemożliwa rewolucja... Czy to nie intrygujące, że moralny osąd polskiej rzeczywistości został w tej powieści wyrażony językiem lewicowej krytyki?”

Trudno nie zgodzić się, że powieść Ziemkiewicza odmalowuje polską rzeczywistość w najciemniejszych barwach. Jednak nasuwa się inne pytanie, co w tej krytyce jest szczególnie lewicowego? Napisanie takiej krytyki polskiej rzeczywistości wymaga więcej zdrowego rozsądku niż szczególnego zmysłu lewicowości. Odniosłem wrażenie, że u Czaplińskiego zdrowy rozsądek jednak jest po prostu tożsamy z lewicowością, a inna krytyka niż lewicowa w zasadzie nie występuje. Dlaczego? Ponieważ prawica reprezentuje wszystkie najgorsze cechy niewrażliwości społecznej, jakie możemy sobie wyobrazić. Co oczywiście jest bliskie diagnozie o szaleństwie polskiej prawicy na scenie politycznej. Jeśli ktoś tylko zauważa istnienie w Polsce grup wykluczonych, zdegenerowanych natychmiast przez środowiska lewicy jest wsysany do dyskursu postępu przeciwko „partii zachowawczej” konserwującej nieprawość. Oczywiście broniąc wypowiedzi Czaplińskiego jakiś lewicowy intelektualista mógłby powiedzieć, że nie chodzi tu wcale o prawicę, którą nie warto się w ogóle zajmować, ale po prostu marginalizować, tylko o „demo-liberalny kompromis” leżący u podstaw systemu społecznego dzisiejszej Polski.

Czy jednak faktycznie to można wyczytać w powieści Rafała Ziemkiewicza? Przejdźmy do pytań pomocniczych. Skąd w Polsce mamy bezradność i bezsilność? Komu zawdzięczamy korupcję na poziomie gminnym? Czyja polityka doprowadziła do umocnienia wpływów populistów? I wreszcie jakie układy krępują „bunt”? Można by szczegółowo odpowiedzieć na każde z tych pytań i wielokrotnie czynili to rozmaici publicyści, ale czytając powieść Ziemkiewicza nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszystko to jest spuścizną po władzy ludowej. Całkowita atomizacja, niezdolność do działania, bierność społeczna i polityczna, za to niezwykła zdolność do przetrwania w świecie kombinacji i układzików. Nie są to rezultaty żadnej prawicowej polityki, ani nawet neoliberalizmu pierwszych lat III RP, ale lewicowej utopii, której mirażami starano się rozmiękczać głowy Polaków w czasach dążenia do „ustroju wiecznej szczęśliwości”.

Dochodzimy do jeszcze jednego elementu, który nie jest natury ekonomicznej, ani politycznej, choć nie jest obojętny dla obu tych sfer - chodzi o moralność. Oczywiście nie dajmy się zwieść twierdzeniom, że lewicy nie obchodzi moralność. Śmiem twierdzić, że to właśnie moralność najbardziej interesuje lewicę, a jednak to właśnie ten wątek w powieści Ziemkiewicza wydaje się najbardziej nielewicowy. Degeneracja kraju ma bowiem u Ziemkiewicza, być może w sposób niezamierzony, związek z porzuceniem moralności, która czerpie swoje soki z chrześcijaństwa i prawa naturalnego. Zarówno popegeerowskie sieroty, jak i główny bohater - wciąż młody jeszcze dziennikarz - swoją bezradność, rozpaczliwe wyalienowanie i rozwiązłość zawdzięczają upadkowi rodziny, zaufania jakie rodzi się w lokalnych środowiskach, czy parafii. Procesy te nie były przypadkiem w ostatnich dziesięcioleciach. Wątek ten tli się w we wszystkich perypetiach bohaterów powieści. Amoralność PRL w przedziwny sposób spotyka się w tych ludziach z „wyzwoloną moralnością” dzisiejszych dyskursów: liberalno-burżuazyjnego, czy lewicowego, idącego jeszcze dalej i prezentującego znacznie większą opresywność. Wszystko w imię tolerancji. Choć lewica podobna jest do kameleona i wypiera się swoich poprzednich wcieleń to Ziemkiewicz przyłapuje ją na gorącym uczynku i pokazuje jak swoim działaniem osłabia ona te elementy, które naprawdę ożywiają społeczne życie. Tym bardziej staje się zrozumiałe, że słowa Czaplińskego reprezentują jedynie tradycyjną uzurpację lewicy dążącą do dominacji języka w obrębie dyskursu społecznego .

Źródło: Teologia Polityczna

0 komentarze: