W Pressjach. Tecie Ósmej. pt. Nowa rewolucja seksualna (2006) znalazła się ankieta - Kościół wobec ciała - do której zostałem zaproszony jako jeden z głosów - całość ankiety można znaleźć na stronie Pressji
Pytania do ankiety:
1. Kościół katolicki spotyka się obecnie z nasiloną
krytyką swojej postawy wobec spraw, które zdają się być
w centrum zainteresowania i życia współczesnego człowieka.
Kościół stoi na straży wartości rodziny, którą tworzyć
mogą tylko osoby różnej płci wchodzące w uświęcony
i nierozerwalny związek małżeński. Promuje przedmałżeńską
czystość oraz – co z punktu widzenia przeciętnego człowieka
wydaje się najbardziej kontrowersyjnym elementem nauczania
Kościoła – występuje przeciwko antykoncepcji proponując
w zamian naturalne metody regulacji poczęć jako jedynie
dopuszczalne. Krytycznie odnosi się do związków homoseksualnych,
widząc w nich moralne schorzenie współczesności.
Czy z takim przesłaniem Kościół katolicki jest w stanie
dotrzeć do współczesnego człowieka? Jak Kościół powinien
uzasadniać swoje nauczanie w tej dziedzinie, aby być zrozumiałym zarówno dla „letnich” katolików, ludzi świadomie
wyznających własną wiarę i tych, dla których katolickie
przesłanie jest czymś zasadniczo nieznanym ?
2. Badania socjologiczne pokazują bardzo wyraźną zmianę,
polegającą na rozmijaniu się postaw i aspiracji młodych
katolików z wymaganiami, jakie nakłada na nich w dziedzinie
etyki seksualnej Kościół katolicki. Czy ta „cicha rewolucja”
będzie miała duży wpływ na nauczanie Kościoła w tym
zakresie? Jak należy odczytywać to zjawisko?
3. Kościoły w USA, Irlandii, Austrii i Polsce przechodzą
„test wiarygodności” w związku ze skandalami na tle obyczajowym.
Czy erotyzacja świadomości współczesnego człowieka
i nieumiejętność radzenia sobie ze swoją seksualnością
przenikną także do seminariów? Jak można ocenić zróżnicowane
reakcje wiernych na te nadużycia?
4. Czy katolicyzm ma problem z cielesnością człowieka?
Czy tzw. nowoczesność ma kłopot z ciałem człowieka? Jak to
wygląda w przypadku innych wyznań religijnych?
Moja odpowiedź
1. Podstawowym wymogiem wszelkich prób dotarcia z nauczaniem Kościoła do współczesnego człowieka wydaje się być jak najpełniejsze, najszersze i najbardziej wieloaspektowe przedstawianie argumentacji, jaka stoi za takim a nie innym
stanowiskiem katolicyzmu w określonych kwestiach. Z całą
pewnością ważne jest również uczciwe postawienie sprawy
i zrozumienie, że nie istnieje jakaś uniwersalna zasada
działania, która rozwiązałaby wszystkie problemy chrześcijaństwa
z nowoczesną rzeczywistością. Każdą argumentację
można bowiem intelektualnie zanegować. Niewątpliwie jednak
nieustannie ponawiane próby prezentacji możliwie najpełniejszego spektrum argumentów, a jest ich zwykle sporo,
będzie właściwą drogą docierania do człowieka. Treść jednak
to nie wszystko, nie można także zaniedbywać form przekazu,
które odpowiadają współczesności. Dla dzisiejszej umysłowości wydaje się ważne przede wszystkim przedstawianie
praktycznego wymiaru stanowisk Kościoła. Skupienie się na
praktycznym wymiarze nauczania wynika z faktu, że w perspektywie
dyskursu publicznego i świata idei współcześnie
zdanie Kościoła nie posiada żadnego argumentu ostatecznie
przyciągającego i jest traktowane jako jeden więcej system
teoretyczny. Dodatkowo obciążony jest on niejednokrotnie
złą legendą stosowanego, rzeczywistego lub domniemanego
przymusu, w przeszłości fizycznego, dziś – symbolicznego.
Rzeczywiście chrześcijaństwo nie może funkcjonować ani jako
zespół teoretycznych zasad, ani jako lista arbitralnych
zakazów. Oba te elementy pozostają całkowicie martwe, jeżeli
nie ożywia ich praktyka życia, będąca zawsze konsekwencją
wyborów życiowych konkretnych ludzi. Świadectwa zawsze
były i, jak sądzę, pozostaną najważniejszym argumentem
i sposobem docierania do świata. To, co pociąga, to praktyka
życia. Problemem pozostaje z całą pewnością obojętność,
a nawet odraza, z jaką spotyka się religijność i wszystko,
co się z nią wiąże wśród wielu współczesnych społeczeñstw. Do
tego dochodzi jeszcze całkowita niekompatybilność mentalna
wielu dzisiejszych wzorów intelektualnych i chrześcijaństwa.
Jednak z podobnym zjawiskiem spotykał się także św. Paweł na
Areopagu. Oczywioście można powiedzieć, że czym innym były
problemy tworzącego się Kościoła, a czym innym są problemy
tego Kościoła po dwóch tysiącach lat istnienia, gdy jego
wiara, spuścizna intelektualna i tradycja były przez ten
czas nieustannie poddawane próbom unieważnienia. Najważniejszą jednak kwestią jest sama ewangelizacja i budzenie
wiary, że nauczanie Kościoła jest sankcjonowane miłością
samego Boga. Ostatecznie warto pamiętać, że „wielu jest
powołanych, ale niewielu wybranych” i choć głos Kościoła
musi pozostać uniwersalny to jednak świat go nie pojmie,
bo „nie jest on tego świata”. Dla samego Kościoła istotne
po wieczne czasy pozostanie, by nigdy nie zaprzestawać prób
tłumaczenia Ewangelii językiem współczesnych, a także by
nie poddawać się zniechęceniu w poszukiwaniu odpowiednich
dla danych czasów środków wyrazu dla wyrażenia, że Ewangelia
jest rzeczywiście prawdą o świecie. Odrzucenie dialogu
ze światem nieuchronnie grozi marginalizacji Kościoła
i przekreśleniem jego globalnej misji zbawczej. Odsunięcie
się Kościoła od dyskusji, jakie toczą się współcześnie,
mogłoby zakończyć się rozpowszechnieniem i tak popularnego
przekonania, że chrześcijaństwo jest jedną z wielu mitologii
religijnych, a wiêc, że ostatecznie nic z tego, w co
wierzymy, nie łączy się ostatecznie ze sprawami tego świata.
Jakie znaczenie mają przekonania, które nie posiadają
łączności ze sprawami tego świata? To pytanie pogańskiego
świata jest dziś jak sądzę pytaniem podstawowym dla chrześcijaństwa
w świecie.
2. Oczywiście nie możemy wykluczyć wpływu współczesnych
przekonań na nauczanie Kościoła, ostatecznie rozwój doktryny
katolickiej dokonywał się i dokonuje w dialogu i sporze ze
światem. Równocześnie nie ma w Kościele zasady vox populi,
vox dei i zmianę pewnych postanowień wywiedzionych z Objawienia
i Tradycji najzwyczajniej trudno sobie wyobrazić.
To, co dziś zwraca uwagę, to słabość tożsamości katolickiej
wśród samych katolików. Mam na myśli fakt, że wielu z nich
nie orientuje swojego życia według nauczania Kościoła, ale
bardziej interesuje się kontestowaniem nauczania Kościoła
w zgodzie z tendencjami moralnymi panuj¹cymi w świecie,
a także własną wygodą. Może to oznaczać, że traktują Kościół
jako coś zewnętrznego, część systemu społecznego, instytucję,
którą należy kształtować w całkowitej zależnooeci od
zmiennych upodobań społecznych. Może być to także objaw
sekularnego podejścia do religii katolickiej, niedostrzegania
w Kościele i jego nauczaniu dzieła Ducha Świętego, ale
traktowaniu wiary, jako pewnego uzupełnienia niedoskonałości
i niezrozumiałości świata, w którym żyjemy. Uzasadnienia
utrzymywania takiej pogańskiej więzi z chrześcijaństwem
mogą przejawiać się na różnych płaszczyznach (społecznej,
psychologicznej, filozoficznej, politycznej czy estetycznej).
W każdym jednak wypadku gilotynują one religię jako
doświadczenie dla człowieka transcendentalne w wymiarze
krzyża, w relacji wspólnota ludzka – Bóg. Wspólnota ludzka
bez autorytetu Boga i odnoszenia do niego całej problematyki
życia musi ulec rozproszeniu. Odrzucenie autorytetu
Kościoła przez wielu katolików ma właśnie posmak takiego
rozproszenia, postawienia siebie na zewnątrz instytucji,
która nie spełnia moich oczekiwań. Jeśli jednak przynależność do takich czy innych instytucji może mieć uzasadnienie
funkcjonalne, które możemy uznać za wystarczające
lub nie takie sprowadzenie Kościoła do zasad pragmatycznej
funkcji rozmija się z tym, co katolicyzm uważał i uważa za
istotę wiary. Na pewno należy do niej także posłuszeństwo
autorytetowi Kościoła. Wszystko to nie wyklucza zasady ecclesia
semper reformanda. Od samego początku doktryna wiary
rozwijała się szukając coraz doskonalszych narzędzi dla
wyrażenia Prawdy, jaką przyniosła Ewangelia. Jednak pewne
zasady nie mogą zostać naruszone, by nie została naruszona
sama Prawda.
3. Erotyzacja świadomości współczesnego człowieka wskazuje
na to, że współczesny człowiek nie potrafi radzić
sobie ze swoją seksualnością. Jeżeli ten problem dotyczy
człowieka, to również dotyczy on Kościoła. Przekonanie, że
to Kościół ma szczególny problem z seksualnością i dlatego
propaguje „nienormalne” i „nieżyciowe” poglądy jest swego
rodzaju mitem. Jednak problem z seksualnością, jaki dotknął
współczesnego człowieka, jest szczególnie widoczny w łonie
Kościoła, ponieważ Kościół konsekwentnie broni swoich stanowisk
słusznie będąc przekonanym, że są najwłaściwsze. Nie
można się więc dziwić, że każde pojawiające się odstępstwo
od tych zasad, szczególne, gdy dotyczy seminarzystów, księży, czy zakonników jest mocno piętnowane. Tak też powinno
być. Jednak efektem ubocznym pojawiających się skandali
jest upowszechnione przekonanie, z którym często można się
spotkać, że taka czy inna afera seksualna wynika z fundamentalnej
opresyjności i szkodliwości nauczania Kościoła
dotyczącego cielesności i seksualności. To właśnie nauczanie
Kościoła zwraca uwagę na istnienie problemu. Rozwiązaniem,
jakie proponuje się dzisiaj jest unieważnianie problemu.
Mówiąc o wyzwoleniu, jakie niesie erotyzacja, zapomina
się o tym, że niesie ono również uzależnienia. Mówiąc
o większej życiowe satysfakcji, nie mówi się o zranieniach
wynikających z niewierności, o frustracjach i neurozach
wynikających z nadmiernie rozbudzonych oczekiwań dotyczących życia seksualnego. Większość kwestii związanych
z seksualnością, poruszanych właśnie przez Kościół, uznaje
się za niepoważne i wsteczne. Konsekwencją tego językowego
wykluczania jest rosnąca coraz bardziej pustka
otaczająca jednostkę. Wynika ona ze zdehumanizowania tej
podstawowej, a jednocześnie najintymniejszej i potencjalnie
najpełniejszej (jeżeli nie jest zaniedbana sfera ducha)
z relacji międzyludzkich. Problem współczesności polega
w znacznej mierze na tym, że odwraca oczy od spraw związanych
z cielesnością człowieka. Obserwując tendencje występujące
w naszym kręgu cywilizacyjnym, niestety, należy się spodziewać
pogłębiania się tych tendencji. Jeżeli chodzi
o konkretne przypadki nadużyć w Kościele z cała pewnością
nie może być mowy o wytwarzaniu jakiegoś klimatu bezkarności
i pobłażania. Trzeba podkreślać, że chrześcijanie
wszystkich stanów są szczególnie odpowiedzialni za świat.
To wielka godność, ale także wyzwanie.
poniedziałek, 28 lipca 2008
Kościół wobec ciała
Autor:
Tomasz Rowiński
o
12:48
0
komentarze
Etykiety: dyskusje, Pressje, publikacje na papierze, religia, seksualność
czwartek, 24 lipca 2008
Czy lefebryści powrócą?
Jeszcze jeden tekst z Tygodnika Idziemy z numeru 28 (149), w którym próbowałem przedstawić czytelnikom sytuację po ostatnich doniesieniach w sprawie dialogu lefebrystów i Rzymu.
Nie dalej jak tydzień temu media obiegła wiadomość o tym, że Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X, czyli tzw. lefebryści po raz kolejny odrzucili wysuniętą przez Watykan propozycję pojednania. Nieustannie wymieniano się informacjami, że papieskie „ultimatum” zostało odrzucone. Problem polega na tym, że nie było żadnego „ultimatum”, ani też jego odrzucenia, a ogłoszono je w mediach zanim pojawił się jakikolwiek oficjalny komunikat Bractwa. Również pojawiające się stwierdzenie, że warunki Watykanu po raz kolejny były te same co w poprzednio wysuwanych propozycjach pojednania, nie jest ścisłe. Wydaje się raczej, że mieliśmy do czynienia z przeciekiem do prasy fragmentu dyskretnego dialogu Watykanu z Bractwem. Jak stwierdził w oficjalnym komunikacie, wydanym, już po opadnięciu kurzu medialnego zamieszania, rzecznik Bractwa, celem Rzymu „było stworzenie atmosfery sprzyjającej dalszemu dialogowi, a nie wymuszenie na bractwie konkretnych zobowiązań”. Rzeczywiście w tzw. „ultimatum” nie było ani słowa na temat kwestii doktrynalnych, czy to związanych z Vaticanum II, czy też Mszą Trydencką. Ta ostatnia sprawa została zresztą uregulowana papieskim motu proprio Summorum Pontificum, które przywróciło pełne prawo odprawiania Mszy według dawnego rytu zwanego teraz nadzwyczajną formą rytu rzymskiego. Pięć punktów poufnego listu do bp Fellay'a trzeba raczej nazwać wskazówkami duszpasterskimi pozwalającymi uczynić kolejne kroki w dialogu. Zostały zaakceptowane, co potwierdził rzecznik Bractwa. Skąd więc wzięła się informacja o odrzuceniu papieskiego listu? Ponieważ miał on charakter poufny przełożony Bractwa stwierdził, że nie widzi potrzeby publicznego odpowiadania na jego treść. Wystosował za to odpowiedź do wiadomości Ojca Świętego. Ta odmowa upublicznienia odpowiedzi, a także dość buńczuczne wypowiedzi innych duchownych lefebrystów sprawiły wrażenie postawy odmownej. Równocześnie wspomniana odpowiedź została ponoć dobrze przyjęta w Rzymie.
Niestety sytuacja kanoniczna bractwa wciąż w jednym względzie pozostaje bez zmian – brak jedności z Kościołem i papieżem. Jest to o tyle paradoksalne, że członkowie Bractwa na każdym kroku podkreślają swoją wierność Ojcu Świętemu, faktycznie jednak stawiają warunki. Stan ten utrzymuje się od roku 1988 kiedy abp Marcel Lefebvre bez zgody Jana Pawła II wyświęcił czterech biskupów popadając razem z nimi w ekskomunikę – jednym z nich jest bp Fellay, główny przełożony Bractwa. Od tego czasu minęło właśnie dwadzieścia lat. Jednym ze stawianych przez Bractwo warunków jest zdjęcie ekskomuniki z biskupów wyświęconych przez abp Lefebvre'a. Bractwo argumentuje, że ekskomunikowani działali w poczuciu wyższej konieczności, przy zagrożeniu dla prawdziwej nauki Kościoła. Argument ten nie traci ważności nawet nawet jeżeli w momencie święceń byli w błędzie. Niezależnie od różnych interpretacji ekskomunika jednak trwa, choć obejmuje tylko biskupów, ale już nie zwykłych księży Bractwa. Problemem pozostaje krytyka Soboru Watykańskiego II i niektórych jego ustaleń, wynika ona z fundamentalnego przekonania lefebrystów, że u podstaw powziętych wtedy ustaleń leżą błędy potępionego na początku XX wieku modernizmu. Trzeba jednak pamiętać, że poza wyjątkami ustalenia soborowe podpisał także abp Lefebvre. Szczególnie bolesne wydają się jednak te wypowiedzi członków Bractwa, które oskarżają o modernizm także Benedykta XVI przywiązującego przecież wielkie znaczenie do Tradycji Kościoła. Nawet Summorum Pontificum bywa traktowane jedynie jako fortel mający przyciągnąć Bractwo do „Kościoła modernistów”. Tego typu wypowiedzi zdecydowanie psują klimat. Brakuje w nich wierności i pokory.
Wielu wiernych związanych z Bractwem zadaje sobie pytanie – czy to jest słuszne? Możemy odprawiać tradycyjną liturgię, wierzyć w Magisterium razem z całym Kościołem, dlaczego więc jesteśmy poza?
Autor:
Tomasz Rowiński
o
09:42
0
komentarze
Etykiety: FSSPX, lefebryści, publikacje na papierze, religia, Tygodnik Idziemy
środa, 23 lipca 2008
Umieranie Kościoła anglikańskiego
Trwający od lat kryzys we Wspólnocie Anglikańskiej, wydaje zbliżać do kulminacyjnego punktu. Spór dotyczy przede wszystkim kwestii możliwości wyświęcania kobiet na biskupów. Problem rozpoczął się już na początku lat siedemdziesiątych kiedy to Anglikańska Rada Konsultacyjna wydała uchwałę stwierdzającą, że poszczególne prowincje anglikańskie (wśród nich można wymienić Kościół episkopalny w Stanach Zjednoczonych, kościoły anglikańskie w Nowej Zelandii, czy Hong Kongu i oczywiście w samej Anglii) mogą samodzielnie podejmować decyzje w sprawie wyświęcania kobiet na kapłanów. Z perspektywy katolickiej dalsze problemy są już tylko konsekwencją tego pierwszego kroku. W 1992 roku w Kościele episkopalnym pierwsza kobieta została biskupem diecezjalnym. Te kroki w kierunku protestantyzmu przez długi czas znajdywały skutecznych przeciwników w samym Kościele Anglii, aż do 1994 roku kiedy dokonano pierwszych ordynacji, choć jeszcze nie biskupich. Wywołało to wtedy falę konwersji z anglikanizmu na katolicyzm, kościół angielski opuściło kilkuset księży. Dzisiejszy kryzys dotyczący wyświęcania kobiet na biskupów w Anglii wywołuje jednak jeszcze głębsze protesty, być może stoimy u progu prawdziwego rozłamu, a jak mówią niektórzy, nawet śmierci anglikanizmu. Po wydanej 7 lipca decyzji Anglikańskiego Synodu Generalnego, że droga do ordynacji kobiet na biskupów jest otwarta, około 1300 duchownych w tym grupa biskupów, zagroziła odejściem do Kościoła katolickiego. Wprawdzie decyzja synodu otwiera dopiero drogę legislacyjną, która za dwa-trzy lata pozwoli na pojawienie się pierwszych biskupów-kobiet, jednak już dzisiaj wiadomo jaki kierunek został obrany. Konserwatywni anglikanie, którzy pozostają bliżsi Ewangelii i katolicyzmu już podobno prowadzą tajne rozmowy z Watykanem w sprawie większej jedności. Ich nadzieje dobrze oddaje wypowiedź jakiej udzielił bp Burnham. Stwierdził on, że liczy na wspaniałomyślny gest papieża, który pozwoli anglikanom przyjmującym katolicyzm zachować ich liturgię, by „duchowni autentycznie pragnący katolickiej jedności i prawdy mogli wejść do Kościoła rzymskiego wraz z powierzonym im ludem”. Nie wiadomo jak zareaguje na tego typu sugestie papież, jednak powyższa wypowiedź wskazuje jak wielka jest determinacja niektórych duchownych, by ich sprzeciw wobec większej protestantyzacji anglikanizmu nie miał charakteru indywidualnych konwersji, ale pociągnął za sobą instytucjonalne pojednanie z Rzymem tych wiernych, parafii, czy całych diecezji, które pozostają wierne Tradycji. Kryzys staje się dla wielu anglikanów momentem prawdy, również w innych wypowiedziach słychać zupełnie odmienne od dotychczasowych tony: „Chrześcijaństwo w Europie nie ma przyszłości bez Rzymu. Jesteśmy gotowi do większej jedności z Rzymem”. Przyłączenie się do Kościoła katolickiego nie będzie jednak z pewnością sprawą prostą, choćby z uwagi na nieuznawanie przez Rzym ważności święceń w Kościele Anglikańskim, w którym nie zachowano sukcesji apostolskiej. Anglikanie liczą, że to stanowisko zostanie zmienione. Mimo różnic gwałtowna reakcji znacznej części duchowieństwa stanie się zupełnie zrozumiała jeśli przyjrzymy się historii anglikanizmu. Mimo, że wielu obserwatorów, uważa że anglikanizm podąża drobnymi krokami od katolicyzmu w kierunku protestantyzmu to jednak do momentu wprowadzenia święceń kobiet anglikanizm był wspólnotą kościelną najbliższą Rzymowi. Gdy Henryk VIII król Anglii z pobudek osobistych i politycznych zerwał z papieżem nie zmieniał doktryny, tylko budował wspólnotę opierając się na nauce katolickiej. Można powiedzieć, że dzięki rozłamowi, który nastąpił ze względów politycznych, a nie religijnych, wiele zostało zachowane. Dzisiaj, gdy kwestią najwyższej wagi pozostaje wierność Pismu Świętemu, która z wolna dla wielu duchownych zamienia się w uległość wobec ducha tego świata trudno, myśleć w jaki sposób Kościół w Anglii może zachować swoją jedność. Potrzeba modlitwy by owoce tego kryzysu były jednak wielkie, by ci, którzy rozumieją, że albo pozostaną wierni Prawdzie i Tradycji, albo wejdą na ścieżkę prowadzącą do pełnej sekularyzacji, na której znajduje się już wiele protestanckich wspólnot, odnaleźli się w prawdziwym Kościele Jezusa Chrystusa pod przewodnictwem Piotra naszych czasów – papieża Benedykta.
Tekst ukazał się w Tygodniku Idziemy nr 29 (150) 2008 pod tytułem 'Anglikanie na rozdrożu'
Zachęcam do lektury tygodnika i moich felietonów, komentarzy, artykułów - można je tam znaleźć prawie co tydzień.
Autor:
Tomasz Rowiński
o
13:51
0
komentarze
Etykiety: anglikanie, publikacje na papierze, religia, Tygodnik Idziemy
piątek, 11 lipca 2008
Film dokumentalny o Wspólnocie Błogosławieństw
Film powstał w latach osiemdziesiątych więc wiele różnych rzeczy się zmieniło we Wspólnocie, ale jest to z pewnością ciekawy materiał. Znalazłem go na You Tube'ie i jest podzielony na kilkanaście części.
Można go też znaleźć na polskiej stronie Wspólnoty Błogosławieństw www.wspolnotablogoslawienstw.pl na trzech podstronach tutaj1, tutaj2, tutaj3
To źródło z You Tube'a
Część pierwsza
Część druga
Część trzecia
Część czwarta
Część piąta
Część szósta
Część siódma
Część ósma
Część dziewiąta
Część dziesiąta
Część jedenasta
Część dwunasta
Część trzynasta
Dobrych wrażeń
Autor:
Tomasz Rowiński
o
13:38
1 komentarze
Etykiety: film, religia, Wspólnota Błogosławieństw
środa, 9 lipca 2008
Odnawianie rzeczy
Już kiedyś pisałem o tym, jak podróżowanie, a może nawet jeszcze bardziej pielgrzymowanie pozwala na doświadczenie innego świata. Tyle tylko, że zdawało mi się wtedy, że potrzeba się wybrać najpierw do dalekiej Francji, gdzie mnóstwo jest starych, zacnych i potężnie wybudowanych kościołów, które pamiętają czasy tak odległe, że w Polsce wtedy nie było nic lub prawie nic, potem pomyśleć sobie o Ireneuszu z Lyonu i porozmawiać o nim z tymi Francuzami, dla których ma to jeszcze jakiekolwiek znaczenie, a na koniec wybrać się pielgrzymką z Paryża do Chartres (wprawdzie nie tradycjonalistyczną tylko tą wznowioną na początku XX wieku przez Charlesa Peguy i Alaina-Fournier, ale to i tak nieźle). I oto dzisiaj spotkało mnie niemałe zaskoczenie, a wszystko dlatego, że przeprowadziłem się z Piastowa do Pruszkowa, czyli o całą jedną stację jaka pokonuje pociąg podmiejski, o całe trzy minuty podróży więcej w kierunku Warszawy. Zaskoczenie było o tyle zaskakujące (podobnie jak oczywistość może być oczywista), że nie pierwszy raz pokonywałem tę trasę (również w kierunku Pruszkowa). Wiadomo, najpierw mieszkanie trzeba wybrać, potem kupić i wyremontować więc już się ścieżki różne wtedy przeciera. A tu dziś od rana nogi się plączą, trudno wstać z łóżka i cukier do kawy znaleźć w dopiero rozpakowanych bagażach. No właśnie bagażach. Ale to słowo bardziej pasuje, gdy ktoś się wybiera w podróż niż gdy właśnie solidniejszy namiot w tej pielgrzymce życia rozbił. Dlatego picie kawy też jest dość ekscytujące w takich warunkach jakbym się gdzieś dalej wybierał. Na stacji ciąg dalszy niepewności - twarze zupełnie nowe, nieznane, inne od tych, które stoją na piastowskim peronie. Pociąg toczy się raz szybciej raz wolniej, gdy zdarza się, że maszynista włączy sygnał przed jakimś dzikim przejściem przez tory przypominają mi się słowaccy kolejarze, którzy dziesięć lat temu przepędzali zwierzęta z torowisk blokujących pociągi. Czy to jednak wydarzyło się naprawdę, może to były tylko żarty z naszych południowych sąsiadów? Ani przez moment nie doznaję dziś niechęci, podróż jest niezmiernie zajmująca choć trasa ta co zwykle. Książka, którą miałem czytać, leży odłożona na kolanach, różaniec także, a ja wpatruję się w okno. I dopiero po chwili uświadamiam sobie, że pokonuję tę trasę faktycznie po raz pierwszy, ponieważ po raz pierwszy opuszczam mieszkanie i Pruszków, jako swoje miejsce. Tożsamość - ta oś naszego indywidualnego bytowania przesunęła się, zmieniła się optyka, to już nie jest podróżowanie "do", ale "z". Tak też rzeczy w naszym życiu się odświeżają, stają się nowe. Pomyślmy jak wszystko odnowi się w prawdzie, gdy sam Bóg zapragnie zmienić oś naszego bytowania, ale już nie indywidualnego, po prostu - bytowania. Chciało by się dodać: Niech się stanie zanim człowiek zapuści zbyt korzenie zanim chwiejny namiot doczesności wyda mu się Ostatnią Przystanią.
Autor:
Tomasz Rowiński
o
12:01
0
komentarze
poniedziałek, 7 lipca 2008
Christianitas 37/38
Zapraszam do lektury nowego numeru Christianitas - w nim między innymi mój tekst Co ma demokracja do Kościoła?, a także wstęp, który przygotowałem do artykułu Jean Madirana Dwie demokracje.
Dom Hervé Courau
Duchowość benedyktyńska
Dom Cassian Folsom
Cnota i wada według Reguły św. Benedykta oraz w jej źródłach
Dom Antoine Forgeot
Poza rzeką świata. Życie mnisze w Fontgombault
Dom Paul Delatte
O codziennej pracy fizycznej mnichów
Dom Prosper Guéranger
Kościół albo Stowarzyszenie chwały Bożej
poza tym:
Milcarek o tradycji, Abp Ranjith przeciw Komunii na rękę, Madiran o demokracji i Karbowiak z Kosmalą o Chorwacji.
Zapraszam też na stronę pisma i profil czasopisma na serwisie społecznościowym Facebook
Autor:
Tomasz Rowiński
o
15:18
0
komentarze
Etykiety: Christianitas, filozofia, lektury, publikacje na papierze, religia
