
W numerze Tygodnika Powszechnego 10 (3113) [8 marca 2009] Ukazał się artykuł "Człowieku, jesteś wieki" poświęcony encyklice Jana Pawła II w 30. rocznicę jej publikacji. Napisałem go we współpracy z Jackiem Kaniewskim, teologiem, specjalistą od myśli średniowiecznej, kierownikiem Działu Badawczo-Edukacyjnego Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, a także współpracownikiem Instytutu Tomistycznego.
Całość tekstu można przeczytać na stronie Tygodnika.
Zapraszam na stronę poświęconą encyklice przygotowaną przez Centrum Myśli Jana Pawła II
Poniżej brudnopis z którego materiał został włączony do artykułu.
Jan Paweł II w Encyklice Redemptor hominis podejmuje niezwykłą ilość wątków. Wielostronnie się one przenikają jednak wyraźnie poza kwestiami teologicznymi możemy rozróżnić wątek społeczny, a może szerzej jeszcze – refleksję nad kondycją człowieka w świecie współczesnym.
Kilka słów o języku
Czytając encyklikę Jana Pawła II po trzydziestu latach od jej powstania nie sposób pominąć wrażenia, jakie wywiera sposób artykulacji myśli przez papieża. Jest ona niewątpliwie zapisem stanu ducha ówczesnego Kościoła. Zarówno nadzieje jak i obawy tamtego czasu, które obserwujemy poprzez tekst, wydają się być już tak bliskie realizacji lub rozwiązania, że czytelnikowi udziela się ów nastrój podniosłego oczekiwania. Forma (ale także zawartość przypisów jakie czyni Jan Paweł II) przypominają jak nieodległe są jeszcze czasy Soboru Watykańskiego II i z jak wielkim entuzjazmem patrzono wciąż na słowa, które zostały zawarte choćby w zasadniczym tekście Soboru jakim jest Konstytucja Duszpasterska o Kościele Gaudium et Spes. Dzisiaj może się to wydawać dziwne kiedy Dokumenty Soboru są pewnego rodzaju oczywistością, kiedy oddychamy niezliczoną ilością opracowań na ich temat, kiedy duszpasterstwo już niejako bezwiednie posila się interpretacjami tego co ustalono podczas Vaticanum Secundum. Jednak czym innym jest nasze spojrzenie przez pryzmat „oczywistości” pewnego stylu myślenia w Kościele, a czym innym entuzjastyczne wręcz oczekiwanie, że nie tylko idee, pomysły ale sam język jakim posługiwał się Sobór przybliżają nas do tego co nazwano aggionamento. Nie jesteśmy wstanie dzisiaj, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku odtworzyć napięcia doświadczanego pod koniec lat siedemdziesiątych w Kościele. W tym sensie język papieża Jana Pawła II z samego początku pontyfikatu pozostaje dla współczesnego czytelnika głównie znakiem minionej epoki.
Długi Adwent
Jak sądzę, dla zrozumienia stylu Redemptor hominis, zarówno w warstwie teologicznej, tak i społecznej - konieczne jest zauważenie nie tylko, wciąż nieodległych, budzących silne emocje w społeczności Kościoła, wydarzeń soborowych, ale także zbliżającego się Jubileuszu roku 2000, do którego papież nawiązuje na samym początku encykliki.. Tak jak na polu kościelnym Jan Paweł II wyczekiwał zjednoczenia chrześcijan, przełomowego kroku na drodze uleczenia ran Kościoła, tak w ramach „społeczności ogólnoludzkiej” encyklika Redemptor hominis pozostaje wyrazem przekonania o zbliżających się czasach braterstwa pod sztandarem praw człowieka. Na obraz owych dwóch czasowych cezur (Soboru i Jublileuszu) nakłada się jednak również fakt, że w wielu aspektach zarówno życia chrześcijańskiego jak i globalnego, ludzkiego - coraz bardziej trafne okazywało się rzucone przez Karla Rahnera określenie „zima”, która wypierało niedawną „wiosnę” wieszczoną przez papieża Jana XXIII. Analiza zarówno warstwy treściowej jak i literackiej encykliki prowadzi do wniosku, że to właśnie w Redemptor hominis Jan Paweł II objawił się w pełni jako dziecko polskiego romantyzmu, którego nadzieje nie podupadały pod naciskiem trudności, ale wręcz odzyskiwały żywotność i „zmartwychwstawały”. Ten zastrzyk romantycznej siły Jan Paweł II przekazał całemu Kościołowi.
Powyższe uwagi określają nam horyzont trudności w dzisiejszym całościowym przyjęciu przekazu Redemptor hominis. Zbliżenie ze światem ukształtowanym przez XX wieczny liberalizm, które wydawało się tak prawdopodobne trzydzieści lat temu dziś w znacznej mierze legło w gruzach. Wobec kryzysu samych praw człowieka i zasadniczego odchodzenia od pierwotnej ich interpretacji przez różnorodne organizacje międzynarodowe oczywiste staje się, że jesteśmy świadkami ujawniania się zasadniczego konfliktu pomiędzy pomiędzy katolicyzmem a wieloma wpływowymi nurtami intelektualnymi dzisiejszej kultury zachodniej. Nie wydaje się konieczne rozwijanie kwestii zmiany jaka nastąpiła w odniesieniu do postrzegania przez Kościół wydarzeń Soboru i Jublileuszu. Styl przekazu Wojtyły słusznie uznany za wielki „w swoim czasie” dziś w wielu fragmentach wydaje się być niezrozumiały poza środowiskami katolickimi.
Nie wszystko się zmienia
Po trzydziestu latach znajdujemy w Redemptor hominis analizy, które zachowały niezwykłą świeżość, a nawet zrozumienie ich przenikliwości jest możliwe dopiero w perspektywy dzisiejszych wydarzeń. Kiedy papież mówi o zniewoleniu człowieka przez jego własne wytwory, powinno być dla człowieka dnia dzisiejszego oczywiste jak wielkim zagrożeniem pozostaje zdominowanie ludzkiej komunikacji przez artefakty techniki utrudniające ten rodzaj komunikacji, który stoi u samych fundamentów trwania społeczeństw – głębokiego osobowego porozumienia.
Zagrożenia wynikające z hegemoni dyskursu ateistycznego w sferze publicznej, które pod koniec lat siedemdziesiątych mogły wydawać się aluzją do ustroju realnego socjalizmu państw Europy Wschodniej niespodziewanie znajdują się w samym środku problematyki w jaką zmaga nasz kontynent dzisiaj. Papież opisuje problematykę wolności religijnej niezwykle przejrzyście, jego sądy sformułowane w innym kontekście historycznym ujawniają obiektywną słuszność wykładanych zasad, gdy tylko przyłożymy je do przykładów dyskryminacji religijnej jakiej doświadczają chrześcijanie w krajach jeszcze do niedawna katolickich, protestanckich, czy prawosławnych.
Encyklika na czas kryzysu?
Nie sposób przeanalizować całego bogactwa treści jakie znajduje się w pierwszej encyklice Jana Pawła II. Zapewne najlepiej jest podjąć się samodzielnej lektury. Jednak jeszcze jeden aspekt wydaje się być warty poruszenia. Jan Paweł II bywa opisywany przez część publicystów jako „apostoł wolnego rynku”. Znamy to oblicze papieskiego nauczania w znacznej mierze przez pryzmat jego zmagań z ustrojem nakazowo-rozdzielczym. Jednak dzisiaj wobec nastrojów związanych z kryzysem finansowym, który w znaczniej mierze jest kryzysem systemu bankowego – filaru światowego ładu gospodarczego, trzeba przypomnieć, że Jan Paweł II pokazywał także inne oblicze refleksji nad ludzką ekonomią: „Zbyt często myli się wolność z instynktem indywidualnego czy zbiorowego interesu, lub nawet instynktem walki lub panowania (…). Sam postęp ekonomiczny z tym wszystkim co należy do jego tylko własnej prawidłowości winien być planowany i realizowany w perspektywie powszechnego i solidarnego rozwoju poszczególnych ludzi i narodów” (RH, 16, s.54)
Gdyby szukać obszarów, w których encyklika Redemptor hominis zachowała największą wartość to z całą pewnością należałoby odwołać się do jej diagnoz. Diagnoza, podobnie jak określenie tożsamości jest koniecznym punktem wyjścia do dialogu. Dotyczy to także dialogu Kościoła ze światem. Tam gdzie Jan Paweł II podejmuje trud rozważenia konkretnych zagrożeń współczesności tam jego myślenie owocuje przenikliwymi wnioskami, które nawet jeśli zanotowane językiem w wysokim stopniu ogólnym, mogą w pół drogi spotkać się z człowiekiem mijającej pierwszej dekady trzeciego tysiąclecia.
Czy warto wierzyć w globalne ocieplenie?
3 tyg. temu

0 komentarze:
Prześlij komentarz