sobota, 8 czerwca 2013

Naukowcy wciąż chcą nam grzebać w mózgach

Nie zmieniają się nadzieje pewnej części świata naukowego by pewnego dnia wyprodukować zupełnie nowego człowieka. Nie chodzi o to by był dobry, czy zły, ale by był zdrowy. Pojęcie zdrowia jest oczywiście bardzo giętkie i pozwala na niemal zupełnie swobodne manipulacje. Nie chcę dezawułować psychiatrii, neurobiologii, czy nawet psychologii, ale określenie “zdrowia” w tej przestrzeni wydaje się szczególnie niebezpieczne.
Z brytyjskiej wersji The Huffington Post można się dowiedzieć, że być może zupełnie nie długo możliwe będzie skategoryzowanie fundamentalizmu religijnego i przemocy wobec dzieci jako przypadków medycznych. W dodatku uleczalnych. Już widzę na horyzoncie ten lepszy świat, w którym rodziców dających klapsy będzie się wysyłać na operacje mózgu w celu “uzdrowienia” ich osobowości, a katolicy “fundamentaliści”, jak często opisuje się wierzących w rozmaitych mediach zostaną poddani leczniczym lobotomiom.
Te sensacyjne rozważania dr Kathleen Taylor nie są aż tak szokujące dla kogoś kto miał kontakt z diagnostyką psychiatryczną. Skoro zaburzeniem może być choroba niespokojnych stóp, to tym bardziej przemoc wobec dzieci, czy religianctwo. Ale nie ograniczajmy się - z pewnością można też leczyć choćby homofobię, antysemityzm, osobowość autorytarną, a nawet skłonność do krytykowania słusznie wybranego rządu. I wszystko to dla zdrowia.
Pozostaje pytanie, gdzie miałaby zacząć się granica, za którą należałoby delikwenta poddać “leczeniu” i dlaczego to neurobiolog miałby podejmować decyzje o charakterze moralnym. A może pracownik socjalny, wyposażony we władzę administracyjną. Każdy kto ma nieco oleju w głowie zauważy dziwne podobieństwo pomiędzy grzebaniem w mózgu, a praktykami eugenicznymi w wieku XX. A przecież także eugenika była praktykowana ze względów “higienicznych”, czyli w zasadzie medycznych.
W ramach higieny społecznej można by coraz bardziej przykrawać nasze mózgi, oddzielać od nich niepoprawnie polityczne poglądy, "niedorzeczne" pragnienia poszukiwania szczęścia, prawdy, a także Boga. Aż w końcu nic by pod czaszką nie zostało. Byłoby to zdrowie absolutne.
fronda.pl
Prześlij komentarz