poniedziałek, 10 czerwca 2013

Święty spokój źle się dla Polski kończy

Wyniki ciekawych badań opublikował Instytutu Gallupa. Wynika z nich, że Europejczycy źle myślą o Unii Europejskiej.
W czołówce niezadowolonych są Francuzi i Brytyjczycy. Odpowiednio 62 i 55 proc. Polacy nie są w czołówce niezadowolenia – jedynie 39 proc. naszych rodaków wyraziło niechęć wobec kierunku, w którym zmierza Unia Europejska.
Zbadano również skłonność Europejczyków do ewentualnego opuszczenia przez ich kraj Unii, gdyby teraz miałoby się odbyć referendum. Jednak tylko Brytyjczycy chcieliby, żeby ich kraj opuścił Wspólnotę.
Badania wskazują także na istniejące wśród mieszkańców Europy oczekiwanie by to Niemcy i Francja przewodziły politycznie w Europie. Wobec tego pomysłu sceptyczni są sami Francuzi (51 proc. niechętnych), którzy nie chcą pozycji lidera, a także Brytyjczycy (36 proc.) – tradycyjnie sceptyczni wobec sił kontynentalnych. Za to chęć odgrywania głównej roli wyrażają obywatele Niemiec (54 proc.)
Warto w tych badaniach zwrócić uwagę na dwie dane – zadowolenie Polaków i oczekiwania Niemców. W pierwszym momencie trudno zrozumieć odpowiedzi Polaków, Unia wywiera na nas coraz silniejszą presję kulturową w sprawach obyczajowych, religijnych, ale także ekonomicznych. Wciąż zasadne jest pytanie, czy jako Polacy przetrwamy tę współczesną europejską przygodę. Prawdopodobnie jednak zadowolenie wynika z tego, że ponad wszystko jako naród pragniemy świętego spokoju. Tyle, że święty spokój dla każdego narodu oznacza zanik istnienia. Donald Tusk trzyma nas na dystans wobec spraw Unii i jest posłusznym przywódcą, niepolitycznego kraju drugiego planu. A my się cieszymy, ponieważ nic tak naprawdę nie wiemy o tym co się dziele w Brukseli. Ta niewiedza wydaje nam się dobra. A ta niewiedza jest jednak rezygnacją z przekonania, że mamy swoją tożsamość polityczną – katolicką, narodową i że powinniśmy zajmować się polityką by dbać o nasze sprawy, ale też o prawa Boga i Kościoła w doczesności.
Odwrotną drogę przebywają Niemcy. Po drugiej wojnie światowej utracili swoją suwerenność, podmiotowość, poczucie i potrzebę zaangażowania politycznego w Europie. Dziś po dawnych traumach praktycznie nie zostało nic. Polityka historyczna zdjęła bądź właśnie zdejmuje z Niemców poczucie odpowiedzialności za wydarzenia gehenny czasów powszechnego zaangażowania tego narodu w narodowy socjalizm i jego zbrodnie. Prawdopodobnie sytuację tę umacnia jeszcze kryzys jaki panuje w Europie i który to kryzys jest finansowany w dużej mierze przez niemiecki budżet. Wielce przewidywalne jest, że jeśli Europa wyjdzie kiedyś z trwających zawirowań to przywództwo Niemiec będzie w niej jednoznaczne i niepodważalne.
Niemcy bardzo zręcznie i twórczo rozwijają dziś myśl praktyczną swoich dwóch wielkich myślicieli Kanta i Hegla. Pierwszy przekonał naszych zachodnich sąsiadów, że można mówiąc o „wiecznym pokoju” i wygrywać wojny gospodarcze, a drugi, że prawdziwe państwo nie może tkwić w szarej strefie społeczeństwa obywatelskiego, ale zawsze dążyć do politycznej mocy. Unia Europejska to nic innego jak zarządca wielkiego społeczeństwa obywatelskiego, gdzie prowadzi się interesy i biznes, kupuje się lojalność poszczególnych grup. Politykę uprawia tylko ten, kto chce mieć władze nad tymi procesami.
fronda.pl
Prześlij komentarz